Korea cz. 1 z 2: Seul

przez | 11 sierpnia, 2025

Dzień siódmy (sobota, 9 sierpnia)

Pobyt w Seulu powoli dobiegał końca, wypadałoby zacząć szukać jakichś pamiątek. Wystartowaliśmy na 광장시장 / targu Gwangjang, gdzie kupiliśmy trochę słodkiego:

Ten uliczny targ w dzielnicy Jongno jest jednym z najstarszych i największych w kraju, ma powierzchnię 420 arów i odwiedza go około 60 tysięcy osób dziennie. Mówi się, że powstał w 1911… A dokładniej to jakoś tak: pod koniec XIX w., po reformach Gabo, w Korei zniesiono monopole kupieckie i każdy mógł handlować. Dotychczasowi licencjonowani kupcy w Seulu stracili część zysków, więc król Gojong utworzył targ Changnaejang, przemianowany później na Namdaemun Market. Po podpisaniu traktatu Eulsa (1905) i przejęciu Namdaemun przez Japończyków, grupa koreańskich inwestorów postanowiła stworzyć niezależny rynek. 5 lipca 1905 powstała spółka Gwangjang, która kupiła ziemię za 100 tys. wonów i wykorzystała istniejący poranny targ Bae O Gae jako bazę dla nowego Dongdaemun Market. Był to pierwszy stały targ w Korei, otwarty codziennie. W 1960 r. zmienił nazwę na Gwangjang Market.

A w tym roku zeżarliśmy tu placka.

Tu znowu muszę zrobić wtrącenie, cały stolik, a właściwie jedzenie i picie na nim stojące kosztowały około 40 zł, moze 45 zł, czyli tyle ile we Wrocławiu zapłaciłem za samą butelkę wina ryżowego po lewej 🙁

Odwiedziliśmy koreańską drogerię Olive Young, gdzie dla każdego nowego klienta rozdawany był drobny podarunek. Wow. Coś w rodzaju połączenia Rossmanna i Sephory.

Young czy Ytong?

Nie mylić z Ytong, marką betonu komórkowego produkowanego przez firmę Xella International GmbH. Samo słowo ytong to skrót od szwedzkiego Yxhults ånghärdade gasbetong i oznacza wzmacniany gazobeton z Yxhult

Powoli dawało się we znaki zmęczenie nóg. Ja kupiłem sobie podręcznik do gramatyki w księgarni 교보문고 광화문점 / Kyobo; chciałem jeszcze pocztówki, ale nie znalazłem nic godnego kupienia. Ostatnie pieniądze tego dnia próbowaliśmy wydać na 남대문시장 / targu Namdaemun.

Rozczarowanko. Byliśmy trochę zawiedzeni ofertą, szczególnie w porównaniu z Gwangjang. Wiało tandetą i wzięliśmy stamtąd tylko magnesy, bo były tańsze niż na Gwangjang. Spotkał nas tam za to całkiem śmieszny zakaz jedzenia jednej konkretnej potrawy, hotteoków – drożdżowych racuchów nadziewanych na słodko cynamonem albo orzechami z cukrem albo czymś innym.

Czemu akurat one – nie wiadomo…

Ostatniego wieczora w Seulu zobaczyliśmy mur miejski, ponieważ poprzednim razem był mokry, a w sobotę już nie padało. Ukończony w 1396 roku, rok po głównym pałacu Gyeongbokgung gdzie byli przebierańcy, Mur Miejski w Seulu ma długość 18,6 kilometra. Chronił dawną stolicę Hanyang, która zajmowała znacznie mniejszy obszar niż obecny Seul, od Doliny Baegak po górę Namsan.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *